czwartek, 13 lutego 2014

Wyniki rozdania z Avon!

W oczekiwaniu na kuriera, a nawet dwóch (w tym miesiącu zamówiłam zarówno ShinyBoxa, jak i  Glossyboxa ☺) postanowiłam sprawdzić Wasze zgłoszenia w rozdaniu, w którym można było wygrać Krem CC marki Avon w wybranym przez siebie odcieniu: Ivory lub Natural Beige.



Tym razem zwycięzców jest dwóch, 
a w ich wyłonieniu pomógł mi generator liczb losowych.


Krem CC w odcieniu Ivory otrzymuje:


Pod tym numerkiem kryje się...

 

Natomiast krem CC w odcieniu Natural Beige leci do:


 A pod tym numerkiem znajduje się...



Gratuluję! Kremy CC są wasze!:-)
Za chwilę napiszę do Was mail. Proszę o zwrotną informację z adresem, 
na jaki mam wysłać nagrodę.


Wszystkim pozostałym osobom dziękuję za udział w zabawie 
i już teraz zapraszam na kolejne rozdanie. 
Myślę, że na dniach powinno ono pojawić się na moim blogu:-)


wtorek, 11 lutego 2014

Avon, Rewitalizujący żel do mycia ciała Himalajskie Jagody Goji


Pamiętacie moje zamówienie z Avonu? Jeśli nie to odsyłam Was do tego posta -->KLIK. Wśród kosmetyków pielęgnacyjnych, które wtedy zamówiłam znalazł się Rewitalizujący żel do mycia ciała zawierający ekstrakt z himalajskich jagód Goji. Jak się spisał po dwóch tygodniach codziennego używania? Zapraszam do lektury:)



Opis produktu: 
Legendarna uzdrawiająca moc kryje się w jednym z największych himalajskich skarbów - ekstrakcie jagód Goji. Słyną one z doskonałych właściwości przeciwutleniających i pielęgnacyjnych. Rewitalizujący żel pod prysznic nawilża i oczyszcza skórę, tworzy gęstą, pachnącą piankę, energizuje i odświeża.


Składniki:


Bardzo lubię kosmetyki z serii Planet Spa. Mają cudowne zapachy (zwłaszcza seria z masłem shea), no i równie fajne działanie. Rewitalizujący żel do mycia ciała Himalajskie Jagody Goji dostałam za 1zł za zakup produktów z katalogu z określonych stron. Nigdy wcześniej nie miałam okazji używać kosmetyków z tej edycji, więc nie wiedziałam czego się spodziewać. Żel tymczasem okazał się ogromnie interesującym kosmetykiem.



Jego gęsta, żelowa konsystencja, w której jest zatopione mnóstwo malutkich, czerwonych kuleczek (mikrokapsułek) wygląda szalenie uroczo. Kuleczki te po zetknięciu ze skórą, rozpuszczają się. Nie jest to żaden peeling czy scrub. Drobinki te pełnią funkcję ozdobną. Cieszą jedynie oko. Zapach kosmetyku to drugi z elementów, który przykuł moją uwagę zaraz po otwarciu kosmetyku. Jest świeży i owocowy. Tej niezwykle przyjemnej i lekko kwaśnej nuty zapachowej nie można nie lubić, tym bardziej że jest subtelnie delikatna i bardzo zmysłowa. Zapach ten utrzymuje się na skórze do pół godziny po wyjściu spod prysznica. Samo opakowanie jest bardzo poręczne. Butelka posiada zamknięcie w formie klapki - takie właśnie lubię. Niestety plastik z którego jest wykonana butelka jest wyjątkowo twardy. Aplikacja produktu jest potwornie uciążliwa. Plastik nie chce uginać się pod palcami, więc żeby wydobyć żel z butelki trzeba użyć siły. Nie jest to przyjemne.




Jak już wydobędziemy produkt z opakowania możemy cieszyć się dobrze pieniącym kosmetykiem. Żel używany w rozsądnych ilościach wytarza przyjemną, kremową pianę, która łagodnie myje i oczyszcza ciało. Żel ten nie podrażnia skóry, ani jej nie wysusza. Producent wspomina coś o nawilżeniu, ale ja takich właściwości nie zauważyłam. Zresztą i tak, od tego typu kosmetyków, takiego działania nie oczekuję. Żel ponad to nie powoduje ściągnięcia czy napięcia skóry, jest delikatny.




Podsumowując, Żel do mycia ciała Himalajskie Jagody Goji jest świetny zarówno pod względem wizualnym, zapachowym, jak i działania. Te wszystkie cechy połączone w jedno dają fantastyczny kosmetyk o wspaniałych właściwościach oczyszczających i odświeżających. Dla mnie bardzo udany produkt. Z chęcią powrócę do niego przy najbliższej okazji.



Cena: 150ml / ok.20zł

Dostępność: Obecnie kosmetyk nie jest dostępny w regularnej sprzedaży.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Przypominam o trwającym rozdaniu!
 Rozdaniu w którym można wygrać nowość z katalogu 3 
- Krem CC w wybranym przez siebie odcieniu: Ivory lub Natural Beige. 
Więcej szczegółów po kliknięciu w poniższy baner.
Pośpieszcie się, rozdanie trwa do dziś do północy.

http://glamourka89.blogspot.com/2014/01/zamowienie-z-avon-niespodzianka-dla-was.html


niedziela, 9 lutego 2014

Anatomicals, Balsam do ust - zwykły


Chyba nie ma takiej osoby, która by nie słyszała o marce Anatomicals. Ich kolorowe opakowania i zabawne opisy produktów przyciągają uwagę. Ja do tej pory dużo słyszałam, czytałam również, o ich kosmetykach, ale nie miałam ich okazji używać. Dzięki grudniowemu ShinyBox'owi to się zmieniło.



Opis produktu:
Twoje wargi są spierzchnięte, popękane i doprowadzają cię do szału? Pomoże Ci nasza terapia rodem z tubki.Składniki balsamu sprawią, że Twoje usta znowu będą nawilżone, gładkie i całuśne! I to całuśne do tego stopnia, że będziesz musiała walczyć z pokusą obdarzenia każdej Bogu ducha winnej osoby soczystym buziakiem! Schronienia powinny szukać nawet bezzębne babcie i dziadkowie w kategorii wiekowej 80+!
Produkt Anatomicals to podstawowy krok w kierunku nawilżonych, gładkich ust. Dzięki zawartości takich składników jak wosk pszczeli, olejek z migdałów czy olej kokosowy utrzymuje Twoje usta w doskonałej kondycji każdego dnia. Świetnie sprawdza się zarówno przy niskich, jak i wysokich temperaturach zapewniając ochronę w każdej sytuacji.

Składniki:


 Balsam Anatomicals  możemy dostać w 5 różnych kolorach jak i zapachach. Owocowym, bananowym, miętowym, wiśniowym i zwykłym. Sama posiadam małą, czerwoną tubkę w której znajduje się zwykła wersja. Nie ma ona zapachu, ani smaku. Trochę szkoda, że akurat na taki egzemplarz trafiłam. Bardzo lubię pachnące, owocowe balsamy do ust, i z chęcią wypróbowałabym np. wiśniową albo bananową wersję. Opakowanie balsamu jest typowe dla mazideł do ust. Plastikowa, miękka tubka ze skośnie ściętym aplikatorem z dziurką. Żółta nakrętka szczelnie zamyka kosmetyk.



Balsam ma gęstą, płynną konsystencję i jest transparentny. Nałożony na usta przypomina trochę błyszczyk (ładnie połyskuje), jednak zostawia na nich bardziej treściwszą powłokę. Tworzy na ustach swego rodzaju ochronną warstewkę, która zabezpiecza je przed niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Warstwa ta nie lepi się, ani nie klei, ale jest bardzo dobrze wyczuwalna na ustach.



Balsam natychmiast po nałożeniu zmiękcza usta, więc spierzchnięte czy wysuszone wargi zostają nawilżone, ukojone i wygładzone. Usta wyglądają na zadbane, zdrowsze i pełne blasku. Efekt ten bardzo mi się podoba. Takiego się właśnie spodziewałam. Jedynie trwałość balsamu mogła by być lepsza, ale już zdarzyłam się przyzwyczaić, że tego typu kosmetyki znikają z moich ust w ciągu godziny.



Podsumowując, Balsam ma wiele zalet. Poręczna tubka, wygodny aplikator, duża pojemność, niska cena, no i działanie. Wyłącznym minusem jaki dostrzegam jest jego dostępność. Nie widziałam nigdzie stacjonarnie kosmetyków tej marki.



Cena: 15ml / 8zł

Dostępność: http://sklep.anatomicals.pl/


Znacie? Lubicie kosmetyki marki Anatomicals?

sobota, 8 lutego 2014

Kilka nowości kosmetycznych:)


Zakupów w Biedronce zupełnie nie planowałam (choć Walentynkowa gazetka bardzo kusiła). Wczoraj wstąpiłam do sklepu z zamiarem kupna kilku spożywczych rzeczy, a wyszłam z tym...:-)


Kupiłam dwie ostatnie paczki Oczyszczających plastrów na nos Nose Pore Strips, żel pod prysznic Soczyste winogrona z Lirena. Chciałam gruszkowy, ale już nie było:/ Na pocieszenie wzięłam zatem gruszkowy peeling myjący od Joanny. Do włosów z pośród trzech dostępnych wersji szamponu Herbal Care wybrałam Pokrzywowy. Do koszyka wrzuciłam też ostatnią maskę Biovax w saszetce.



W drogerii obok kupiłam też Naturalne oliwkowe mleczko do ciała Ziaja (mazideł do ciała nigdy nie za wiele:-) i Żel do higieny intymnej Lirene, bo recenzowany przeze mnie kilka dni temu Ziajkowy płyn jest już na wykończeniu.



Nafta kosmetyczna z biopierwiastkami to przesyłka od firmy Anna. Przyznam, że pierwszy raz będę używała nafty do włosów. Jestem bardzo ciekawa czy faktycznie odżywi i wzmocni cebulki moich włosów.



Dwie ostatnie nowości to kultowe Regenerujące mleczko do ciała Garnier i Szampon ekspansja gęstości od Elseve. Jestem w trakcie testów, więc spodziewajcie się w najbliższych dniach ich recenzji.



No i to by było na tyle. Nie planuję już nic kupować. Mam wszystko czego mi potrzeba:)

czwartek, 6 lutego 2014

Wibo, Growing Lashes, Maskara pogrubiająca stymulująca wzrost rzęs


Maskara Growing Lashes to jeden z kosmetyków, który kupiłam pod wpływem przeczytanych recenzji. Jej pozytywne opinie, niska cena, oraz fakt, że akurat trwała promocja -40% na kolorówkę w Rossmannie skutecznie sprawiły, że zapragnęłam ją wypróbować.


Opis produktu:
Najnowszej generacji maskara stymulująca wzrost rzęs z innowacyjną szczoteczką
  • pogrubiający i wydłużający tusz do rzęs
  • posiada właściwości zapobiegające obumieraniu torebek włosowych
  • stymulujące intensywny wzrost rzęs
Marzysz o znacznie dłuższych, grubszych i mocniejszych rzęsach? Wypróbuj mascarę Growing Lashes Stimulator, która pielęgnuje i odżywia rzęsy, a jednocześnie stymuluje ich wzrost, dzięki czemu zapewnia ich ekstremalne wydłużenie. Zawarte w formule odżywcze proteiny jedwabiu, D-Panthenol oraz kolagen dodatkowo wzmacniają, regenerują i chronią i pielęgnują osłabione torebki włosowe a unikalne peptydy wspomagają naturalny wzrost rzęs.


 Maskara ma wesołe, limonkowe opakowanie i prostą, lecz bardzo małą silikonową szczoteczkę. Jak ją po raz pierwszy zobaczyłam to zaczęłam się zastanawiać, jak ta tycia 'maczuga' z kolcami ma wyczarować ekstremalne wydłużenie? Jednak nic bardziej mylnego. Ta niepozorna szczoteczka jest bardzo łatwa w obsłudze, dlatego sprawne pomalowanie nią każdej rzęsy (nawet tej najmniejszej) od nasady aż po same końce nie stanowi żadnego problemu. Ponad to malowanie dolnych rzęs nie kończy się odbiciem tuszu na dolnej powiece.



 Maskara ma dobrą konsystencję. Nie jest za mokra (nie trzeba czekać aż zgęstnieje), więc można od razu przystąpić do jej używania. Głęboka i intensywna czerń fajnie podkreśla moje mało widoczne rzęsy, sprawiając, że spojrzenie nabiera wyrazistości.
Jedyną wadą maskary jest to, że pod koniec dnia lubi się kruszyć i osypywać, ale za taką cenę jestem jej w stanie to wybaczyć. W kwestii stymulowania wzrostu rzęs się nie wypowiem, bo nic takiego u siebie nie zauważyłam.


 Poniżej możecie zobaczyć jak maskara wygląda na moich rzęsach. Spektakularnego efektu nie ma, zresztą żadna maskara mi takiego nie zapewnia - taki już urok moich rzęs, ale i tak są one ładnie podkreślone. Są pogrubione i wydłużone.


Podsumowując,  Growing Lashes to dobry i tani tusz do codziennego stosowania. Ja jednak do niego nie wrócę ze względu na osypywanie oraz fakt, że nie podoba mi się jego szczoteczka - wolę bardziej udziwnione:-)



Cena: 8ml / niecałe 10zł

Dostępność: Drogerie Rossmann


Znacie tę maskarę?
Jaką możecie mi polecić?