środa, 5 lutego 2014

Rimmel, Stay Matte, Podkład matujący do twarzy 100 Ivory


Podkład ten kupiłam przeszło dwa miesiące temu na jakiejś promocji w Rossmannie.  Jest to podobno nowa odsłona podkładu, którego kiedyś tam, dawno temu, miałam okazję używać. Byłam go bardzo ciekawa, tym bardziej, że jest on wszędzie reklamowany.




Opis produktu: 
Nowy podkład Rimmel Stay Matte zapobiega świeceniu się cery, a dzięki zastosowaniu mikrosferycznych pudrów skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Lekka, kremowa formuła podkładu wyjątkowo łatwo rozprowadza się na skórze, a w połączeniu z emulgatorami żelowymi płynnie i równomiernie łączy się ze skórą bez rolowania się i efektu maski. Matowe wykończenie zawdzięcza opatentowanej japońskiej formule żelu pielęgnacyjnego. Zawarty w podkładzie kaolin zapewnia matową, lecz promienną cerę. Zawiera bardzo lekki matujący puder, wszystko po to, by stworzyć nieskazitelne, jedwabne, wolne od błyszczenia się wykończenie makijażu, które utrzymuje się cały dzień, pozostawiając skórę świeżą i naturalnie matową.

Składniki:


Opakowanie podkładu znacznie różni się od poprzedniej wersji. Jest to wąska tubka w kolorze czystej bieli, pojemności 30ml, stojąca na 'głowie' i zakręcana na fioletową nakrętkę. Opakowanie przyciąga wzrok (wspomniana wcześniej filetowa nakrętka oraz symbol ikonicznej korony Rimmel). Ponad to jest ono lżejsze, wygodniejsze i bardziej praktyczne, niż szklane opakowanie. Miękka tubka pozwala na wyciśnięcie kosmetyku aż do samego końca, w przypadku szklanej butelki było by to po prostu niemożliwe. Sam kosmetyk ma gęstą i treściwą konsystencję. Konsystencję musu. 



Stara wersja podkładu liczyła sobie 6 odcieni: 100 Ivory, 103 True Ivory, 200 Soft Beige, 201 Classic Beige, 300 Natural Beige, 303 True Nude. Nowa wersja została rozbudowana do 7 odcieni, co oznacza, że do gamy dołączył jeden odcień. Teraz prezentuje się ona następująco: 091 Light Ivory, 100 Ivory, 103 True Ivory, 200 Soft Beige, 201 Classic Beige, 300 Sand, 400 True Nude. Ja posiadam 100 Ivory - to jasny beż, bez żółtych i różowych tonów. Miałam też 091 Light Ivory, ale tamten podkład był za różowy, no i ogólnie był dla mnie za jasny, więc powędrował do Taidy Wojciechowskiej (jego recenzję znajdziecie TUTAJ).



Lekka, kremowa formuła podkładu łatwo rozprowadza się na skórze, ale dość szybko na niej gęstnieje, dlatego trzeba nakładać go sprawnymi ruchami. Krem równomiernie łączy się ze skórą, nie roluje się i nie tworzy maski. Ja rozsmarowuję go palcami, bo kosmetyk nakładany za pomocą pędzla robi smugi, więc i tak koniec końców jestem zmuszona go dotykać palcami. Podkład ma bardzo dobre krycie. Świetnie radzi sobie z zakryciem drobnych niedoskonałości, delikatnych przebarwień czy czerwonych miejsc. Dokładnie maskuje nawet mój pieprzyk na policzku!:)



Mam cerę mieszaną w kierunku suchej co oznacza, że w strefie T moja skóra lubi się przetłuszczać i świecić, a policzki znowuż są suche. Podkład od czasu do czasu podkreśla suche skórki, ale robi to tylko wtedy, gdy porządnie nie nawilżę cery. Ale w zasadzie mam tak przy każdym podkładzie. Jak nie wklepię mocno nawilżającego kremu to suche skórki nieestetycznie sterczą:/
Odnośnie trwałość to po 7-8 godzinach od nałożenia podkład nadal jest na twarzy, więc nie jest źle. Efekt matu utrzymuje się bardzo długo i jest na tyle zadowalający, że nie muszę w ciągu dnia wspomagać się pudrem. Zresztą podkład sam w sobie daje pudrowe wykończenie, więc puder jest zbędny. Podczas regularnego stosowania nie zauważyłam by wysuszał mi skórę. Podkład nie uczuli mnie, ani nie zapchał. Ja, mimo, że spotkałam się z kilkoma negatywnymi opiniami na jego temat, jestem z niego bardzo zadowolona.



 Po lewo przed nałożeniem podkładu, po prawo po użyciu podkładu.


I jeszcze jedno porównanie na dokładkę:-)


Podsumowując, Nowa wersja podkładu Rimmel Stay Matte okazała się być lepsza od tej poprzedniej. Podkład ładnie ujednolica i wyrównuje koloryt cery, a także kryje drobne przebarwienia i niedoskonałości nie obciążając przy tym skóry. Ta lekka formuła zapewnia naturalny makijaż, bez efektu maski. Ja jestem bardzo zadowolona z tego podkładu, a to dlatego, że zakrywa on wszystkie paskudy znajdujące się na mojej twarzy:)



Cena: 30ml / ok. 20zł, ale na promocji można go kupić za ok. 15zł.

Dostępność: Większe drogerie typu Rossmann, Natura.


Używałyście nowej wersji podkładu Stay Matte?

wtorek, 4 lutego 2014

Ziaja Intima, Płyn do higieny intymnej brzoskwinia


Dawno nie wrzucałam żadnej recenzji płynu do higieny intymnej, więc o to i ona:-)


Opis produktu: 
Płyn do higieny intymnej o zapachu świeżych brzoskwiń. Zawiera kwas mlekowy, prowitaminę B5 (D-panthenol), łagodne substancje myjące pochodzenia roślinnego.
Opracowany przy udziale lekarzy ginekologów z Instytutu Położnictwa i Chorób Kobiecych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

DZIAŁANIE
• wzmacnia naturalny system ochronny błon śluzowych
• korzystnie wpływa na naturalną florę bakteryjną
• zmniejsza skłonność do występowania infekcji
• skutecznie łagodzi podrażnienia i otarcia śluzówki
• delikatnie myje oraz zapewnia długotrwałe uczucie czystości i świeżości

Składniki: 


Płyn mieści się w dużej, przeźroczystej butli (pojemność 500ml). Jest ona wykonana z miękkiego plastiku, więc bez problemu możemy ją ścisnąć i wydobyć z  niej odpowiednią ilość produktu. Zamknięcie w kulistym kształcie łatwo się otwiera (może nawet aż za bardzo), a znajdujący się pod nim dozownik pozwala odmierzyć precyzyjnie kosmetyk. W przypadku płynów do higieny intymnej wolę aplikator w formie pompki, bo wtedy mogę szybko wydobyć produkt z opakowania za pomocą jednej ręki, no ale w tym przypadku jest jednak inaczej. Taki dozownik znajdziemy w innych produktach Ziaji, chociażby kremowych płynach do higieny intymnej.



Konsystencja jest lejąca, koloru lekko niebieskiego. Produkt wylany na dłoń w nadmiarze lubi przeciekać przez palce, więc trzeba uważać z jego aplikacją. Zapach jest świeży, słodki, może gdzieś tam faktycznie przypomina mi brzoskwinie, ale jest to zdecydowanie sztuczny aromat. Nawet, nawet mi się on podoba, ale jakiegoś specjalnego zachwytu u mnie nie wywołuje.



Działanie jest jak najbardziej poprawne. Płyn przyzwoicie się pieni, więc nie trzeba go używać w dużych ilościach. Wydajność w tym przypadku zdecydowanie zaliczam na plus. Kosmetyk delikatnie myje i łatwo się spłukuje. Pozostawia miejsca intymne doskonale oczyszczone i odświeżone. Podczas jego używania nie miałam żadnych niemiłych niespodzianek. Płyn nie spowodował przesuszeń, pieczenia, czy swędzenia.



Podsumowując, Kosmetyk doskonale dba o strefę intymną, a tym samym sprawia, że jego stosowanie jest naprawdę przyjemne. Ja oprócz wersji brzoskwiniowej posiadam jeszcze wersję z rumiankiem (butla podobna, tylko kolor i zapach inny) i działanie jest bardzo podobne. Płyn do higieny intymnej Intima to dobry produkt w niskiej cenie.



W ofercie także: 
- nagietek lekarski
- konwalia
- kora dębu
- mniszek lekarski
- melon
- szałwia lekarska
- babka lancetowata
- rumianek
- migdał
- macierzanka
- neutral


 
Cena: 500ml / 7-8zł 
Obecnie w Rossmannie można kupić ten płyny w cenie 5,99zł

Dostępność: Drogerie stacjonarne i internetowe


Używacie/używałyście płynów do higieny intymnej marki Ziaja?
Jaki płyn jest Waszym ulubionym?

poniedziałek, 3 lutego 2014

Eveline, MŁODE DŁONIE™ Odmładzający krem do rąk 8w1




Opis produktu:
Innowacyjna szwajcarska formuła, bogata w zaawansowane składniki aktywne o silnym działaniu odmładzającym, intensywnie nawilża, wygładza i regeneruje. Stymuluje odnowę komórkową, wzmacnia strukturę naskórka i opóźnia procesy starzenia.

KOMPLEKSOWE DZIAŁANIE 8 w 1:
1. Intensywnie odmładza skórę.
2. Przeciwdziała oznakom starzenia.
3. Przyspiesza naturalne procesy regeneracji.
4. Długotrwale nawilża i wygładza.
5. Poprawia jędrność i elastyczność.
6. Rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt.
7. Odżywia i wzmacnia paznokcie.
8. Koi i łagodzi podrażnienia.


 
Wyjątkowe połączenie biokwasu hialuronowego i UREA w jednej formule bioHyaluron Plus Complex™ intensywnie nawilża i wygładza. Olejek makadamia przyspiesza naturalną regenerację i odbudowę naskórka. Volufiline™ wspomaga proces zwiększenia objętości podskórnej tkanki tłuszczowej, wyraźnie napinając, ujędrniając i uelastyczniając skórę dłoni. Kombuchka™ przywraca optymalną gęstość skórze. Skutecznie liftinguje i wygładza. Ekstrakt z lukrecji rozjaśnia przebarwienia i wyrównuje koloryt.

Składniki:
Aqua/Water, Mineral Oil, Glycerin, Macadamia Ternifolia  Seed Oil, Hydrogenated Palm Kornel Glycerides, Hydrogenated Palm Glycerides, Dicaprylyl Carbonate, Betaine, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Urea, Hydrogenated Polyisobutene, Anemarrhena Asphodeloides Root Extract, Saccharomyces / Xylinum / Black Tea Ferment Hydroxyethylcellulose, Hyaluronic Acid, Acrylates/ C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Panthenol, Allantoin, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, Retinyl Palmitate, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiasolinone, Methylisothiasolinone, Parfum.



Opakowanie jest takie samo jak w przypadku Nawilżającego peelingu do rąk - jest to miękka tubka stojąca na 'głowie'. Tubka ta jest dobrze opisana. Wszelkie informacje znajdziemy na odwrocie. Plastikowe zamknięcie w formie klapki jest praktyczne i wygodne. Łatwo się otwiera i zamyka. Konsystencja kosmetyku jest lekka, nieco wodnista. Nie bardzo mi ona odpowiada, bo po rozsmarowaniu na dłoniach daje takie uczucie jak by były one mokre. Stan ten jednak nie trwa długo. Krem wchłania się niemal natychmiast, nie pozostawiając na skórze filmu, a jedynie daje uczucie nawilżenia i wygładzenia skóry. Zapach jest subtelny i zupełnie nie drażni nosa chemiczną poświatą.



Jeśli chodzi o działanie to muszę napisać, że krem fajnie nawilża skórę dłoni i sprawia, że są one miękkie i aksamitnie gładkie. Od razu po zastosowaniu czuć ogromny komfort, gdyż krem ten błyskawicznie niweluje wszelkie podrażnienia wywołane czynnikami zewnętrznymi. Jego regularne używanie sprawia, że koloryt zostaje wyrównany. Przebarwień nie mam więc nie wiem, czy faktycznie je rozjaśnia. W kwestii 'cudownego' odmłodzenia dłoni (10 lat w 6 tygodni) nie mogę się wypowiedzieć, bo moje dłonie są młode i piękne, więc nie ma za bardzo co odmładzać:-) Ogólnie krem nie jest zły, ale jedyne co mam mu do zarzucenia to fakt, że działanie nawilżające nie trwa tak długo jakbym sobie tego życzyła. Krem muszę aplikować na dłonie co kilka godzin. Niemniej jednak przy częstym stosowaniu wydajność kremu jakoś specjalnie drastycznie nie spada, więc można się nim cieszyć przez dłuższy czas.




Podsumowując, Dłonie po zastosowaniu tego kremu stają się w błyskawicznym tempie odpowiednio nawilżone, jednakże stan ten nie utrzymuje się zbyt długo, dlatego trzeba często ponawiać aplikację. Skóra nie lepi się, jest miękka, zregenerowana i wygładzona, czyli zupełnie inne niż przed zastosowaniem tego kremu. Warto po niego sięgnąć, gdy nie mamy większego problemu z suchymi dłońmi, w przypadku osób bardziej wymagających może okazać się za słaby.



Cena: 75ml / 9,99zł

Dostępność: Drogerie stacjonarne m.in. Rossmann


Znacie ten kremik?

niedziela, 2 lutego 2014

Wyniki rozdania z Lovely!

W piątek na moim blogu zakończyło się rozdanie w którym można było wygrać paletką cieni Lovely Nude Make Up Kit, dlatego dziś przychodzę do Was z jego wynikami. Dziękuję Wszystkim za zainteresowanie i udział w rozdaniu. Niestety mam tylko jedną paletkę, więc same rozumiecie, że zwycięzca może być tylko jeden...



W tym rozdaniu zwycięzcę wyłonił generator liczb losowych, a jest nim...




Gratuluję!
Za chwilę napiszę do Ciebie maila. 
Proszę o zwrotną informację z adresem, na jaki mam wysłać nagrodę. 


Jeszcze raz dziękuję Wam za udział w rozdaniu i już teraz zapraszam na inne rozdanie, 
które trwa obecnie na moim blogu. Do wygrania jest nowość marki Avon Krem CC. 
Wygrywają aż dwie osoby! Szczegóły po kliknięciu w baner.

http://glamourka89.blogspot.com/2014/01/zamowienie-z-avon-niespodzianka-dla-was.html

sobota, 1 lutego 2014

Organique, Enzymatyczny peeling z ziołami


Jeśli zapytacie mnie który kosmetyk z grudniowego ShinyBoxa jest moim faworytem, to bez wahania odpowiem Wam, że Enzymatyczny peeling z ziołami marki Organique! Dlaczego? Czytajcie dalej, to się dowiecie:-)



Opis produktu:
Peeling enzymatyczny, przeznaczony do każdego typu cery, nawet wrażliwej i alergicznej, wykorzystujący doskonałe właściwości eksfoliujące enzymów z owoców papai i ananasa. Jego działanie złuszczające wzmocnione przez zostało przez koktajl kwasów owocowych o niewielkim stężeniu. W trakcie zabiegu kaolin wnika w pory skóry i oczyszcza je z nadmiaru sebum i zanieczyszczeń. Połączenie tych surowców w jednym preparacie zapewnia delikatne, a zarazem optymalne oczyszczenie. Odpowiednią ochronę skóry gwarantują ekstrakty ziołowe z krwawnika, prawoślazu i melisy, łagodzą i zapobiegają podrażnieniom. Kompleks Regu®-cea pozyskiwany z ziaren jęczmienia wykazuje dużą skuteczność w walce z problemami skóry naczyniowej. Hamuje reakcje zapalne, redukuje zaczerwienienia i w znacznym stopniu przyczynia się do poprawy wyglądu skóry. Po zabiegu cera odzyskuje blask i jest doskonale przygotowana do dalszej aplikacji kosmetyków.

Składniki:
Water, Kaolin, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Caprylic/Capric Trigliceryde, Brassica Campestris Oleifera Oil, Talc, Citric Acid, Lactic Acid, Mannitol, Papain, Bromelain, Glicolic Acid, Spent Grain Wax, Isomerized Linoleic Acid, Behenic Acid, Palmitoyl Tripeptide-5, Propylene Glycol, Achillea Millefolium Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Mellisa Officinalis Leaf Extract, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, Potssium Hydroxide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, 2-(4-Tert-Butylbenzyl) Propionaldehyde, Hexyl Cinnamaldehyde, Hydroxycitronellal, Linallol, Geraniol, Citronellol, Limonene, Isoeugenol, Citral.


Peeling znajduje się w niewielkim, plastikowym słoiczku o pojemności 100ml. Słoiczek ten zamykany jest na aluminiową nakrętkę. Choć przy tego typu kosmetyku preferuję opakowania w formie tubki, to to akurat niezwykle mi się podoba. Tłoczenie na nakrętce, prosta i czytelna etykieta oraz możliwość wydobycia produktu do samego końca (to nic, że trzeba to robić paluchami) przemawiają do mnie i zachęcają do używania tego kosmetyku. Kolejna zaletą (zaraz po ładnym opakowaniu) jest jego konsystencja. Peeling ma gęstą, aksamitną konsystencję, której nakładanie na twarz jest proste i bezproblemowe, bo nic nie ścieka, nie kapie. Kosmetyk świetnie się rozsmarowuje, a co najważniejsze jest niesamowicie wydajny. Wbrew pozorom nie trzeba go dużo nakładać, by otrzymać wspaniały efekt. Zapach w porównaniu do konsystencji niestety jest już mniej zachwycający. Wyczuwam w nim zioła, zioła i jeszcze raz zioła. Podobno czuć też smrodek charakterystyczny dla kwasów, ale ja szczerze powiedziawszy nie wiem jak one pachną, więc dla mnie jest to tylko niezbyt przyjemny zapach ziół. Na szczęście jest to taki zapaszek, który da się znieść, więc nie ma co się na starcie zniechęcać do tego kosmetyku z powodu jego zapachu.



 Peeling przeznaczony jest do każdego typu cery, nawet wrażliwej i alergicznej. Ja mam cerę płytko unaczynioną, wrażliwą z tendencją do wysypu różnych niespodzianek w okolicach brody. W związku z tym nie powinnam sięgać po peelingi mechaniczne, które dodatkowo ją podrażniają i powodują jej zaczerwienienie. Jednak znalezienie dobrego peelingu enzymatycznego, który będzie skutecznie usuwał martwy naskórek i jednocześnie będzie robił to delikatnie, jest bardzo trudne. Na szczęście dzięki ShinyBox nie muszę już tego robić, bo odkryłam to cudo!:-)



Peeling nakładam na uprzednio oczyszczoną skórę twarzy, omijając oczywiście okolice oczu i trzymam go około 10 minut (to dwa razy dłużej niż zaleca producent). W tym czasie odczuwam delikatne mrowienie skóry, ale jest to podobno normalny efekt, który w żadnym stopniu nie podrażnia skóry. Po upływie tego czasu przystępuję do wykonania delikatnego masażu. Producent na etykiecie poleca by robić to przez kolejne 5 minut, ja jednak skracam sobie ten czas. Resztki peelingu zmywam zwilżoną gąbeczką Calypso, osuszam twarz ręcznikiem i przystępuję do nałożenia innych kosmetyków.

Efekty jakie można uzyskać stosując regularnie ten peeling przechodzą najśmielsze oczekiwania. Już po jednorazowym zastosowaniu twarz jest znakomicie oczyszczona, a martwy naskórek usunięty. Buzia jest gładka i aksamitna w dotyku. Aż chce się jej dotykać! Za sprawą kwasów i roślinnych ekstraktów pory są zwężone, a koloryt skóry poprawiony. Nie mam mowy o suchych skórkach, nadmiernym złuszczaniu czy tez wysuszaniu. Cera wygląda zdrowo i promiennie, czyli tak jak wyglądać powinna:)



Podsumowując, Może i ten peeling jest drogi, może i ma małą pojemność (ale za to rewelacyjną wydajność), może i jest trudno dostępny (stacjonarne salony marki Organique), ale za to działanie ma rewelacyjne! To zdecydowanie najlepszy peeling enzymatyczny jaki kiedykolwiek miałam przyjemność używać. Polecam go wszystkim osobom lubiących delikatne, ale zarazem bardzo skuteczne złuszczanie martwego naskórka.



Cena: 100ml /ok. 73zł

Dostępność: Sieć salonów franczyzowych Organique oraz drogerie internetowe.


A Wy po jakie peelingi sięgacie?
Enzymatyczne czy mechaniczne?